Po kilku miesiącach chodzenia małego do gimnazjum grzmotnęło z prasy, że oprócz kilku innych szkół /ponadgimnazjalnych, gimnazjów i przedszkoli/ i ta ma zostać zlikwidowana. “Zreorganizonana” terminologią pomysłodawcy, czyli włodarzy miasta, co jest równoznaczne z jej likwidacją, a czego włodarze ni jak pojąć nie mogą/nie chcą. Ma się ją rozdzielić na dwie inne, oddalone od siebie szkoły, zostawiając nazewnictwo pod starym szyldem. Dyrekcja nabrała wody w usta. No to się rodzice wkurzyli i chcieli konkretów od włodarzy. Nie ma mnie w RR, ale jako poproszona przez rodziców, pozapraszałam kogo się dało, co by nam to wyklarował i przewidując minusy takiej decyzji, odpowiedział, co z nimi zrobi. Akurat tego dnia zaostrzyło się w innej szkole, której okupacyjny protest uczniów poszedł news'em w Polskę. Ale co tam. Władza przyszła, nawet z obstawą, powiedziała co planuje, a potem był juz “pomidor”. - Nie chcemy, żeby nasze dzieci 12 ,13-letnie chodziły z dorosłymi 20-latkami – grzmieli rodzice. - Waszym dzieciom będzie tam dobrze, to dla ich dobra, decyzja została podjęta – odpowiadała władza. - Skoro tam nie można przygotowywać posiłków, to dzieciaki stracą ciepły posiłek. - Będzie im dobrze, można zorganizować catering. - To teren niebezpieczny, ruchliwy, nie ma sygnalizacji świetlnej. - To ją zrobimy, pomidor. - Stracą salę gimnastyczną.- Będzie dobrze, na w-f będą chodzili na “skarpę”, pomidor. - Nauczyciele nie wyrobią się w bieganiu do drugiej szkoły na zajęcia z tam umieszczonymi klasami, wlokąc ze sobą ciężarki, menzurki, probówki i inne pomoce.- Myślicie emocjami, będzie Wam wszystkim dobrze – pomidor... - A co z Samorządem Uczniowskim, Sztandarem, przecież nie da się tego podziecić na dwie szkoly? - To dla Was i Waszych dzieci robimy, będzie dobrze. Pomidor. - Przecież nie wszyscy zatrudnieni z tej szkoły będą przeniesieni do tych dwóch szkół. - Nauczyciele przejdą razem z dziećmi. Pomidor - Czy władza nie widzi żadnych minusów tej decyzji? - Nie, żadnych. - A co z budynkiem? Komu jest już obiecany? - Przecież i tak wymaga remontu. Pewnie stanie do przetargu. Pomidor itd...
Nawet nie liczyłam, że będzie inaczej. Że władza potraktuje nas inaczej, niż potraktowała wszystkich pytających o konkrety w przypadku tamtej szkoły. Zapytałam nawet władzę, czemu nie chcą rozmawiać, a jedynie informują, że podjęli decyzję i jest ona niepodważalna, ostateczna i do pilnego wykonania, dlaczego budują taki cholerny mur, przez który z niczym nie da się przebić. Pomidor przycichł, ale ruszyło rodziców. Ruszyło też nauczycieli i pracowników. Było gorąco, ale wielu otwarło to oczy. Potem Sesja RM, gdzie decydowano o tamtej szkole i kilkunastu innych. Też było gorąco. Sądny dzień głosowań /w I trybie/ nad tym gimnazjum i przedszkolem niebawem. Tymczasem robimy, działamy, planujemy. Mamy poparcie wiemy kogo i z czyjej strony. Przed nami trudne rozmowy z nieprzekonanymi i jeszcze trudniejsza obrona stanowiska na Sesji RM. W Częstochowie władza nie grając w pomidora, wycofała się ze swoich decyzji, rozmawiała i wspólnie ustaliła wygaszanie naborów, przy zmianie obwodów, a tym samym wygaszanie szkół. U nas władza udawała przez rok, że ze szkołami ich Radami Rodziców rozmawia. Tak naprawdę zdecydowała już wtedy /rok temu/ ile i które szkoły po swojemu “zreorganizuje”. Teraz rzekomo szukając oszczędności /na likwidowaniu szkół 2 mln/ lobbinguje sobie radnych obietnicami zakupu dla nich laptopów, tabletów i remontowaniu gmachu urzędu za 3.5 mln. Zapisując małego do tej szkoły w czerwcu, nic nie zapowiadało takiego trzęsienia ziemi pod nią. A że nie lubię, jak mi władza za wszelką cenę, bez mojej wiedzy i za moimi plecami “robi dobrze”, w tej sprawie stanęłam po drugiej stronie. Po stronie walki z głupotą, nonszalancją i pomidorem, bo inaczej tej całej “reorganizacji” oświaty w tym mieście nazwać nie można.
Wszystko to w tzw. “międzyczasie”, pomiędzy świętami, urlopem, pracą, zakupami, dentystą, obiadem, kolędą i snem. Telefon do ojca kosztował solidnego drinka. On zawsze wie jak człowieka pocieszyć... no i był pierwszym, dzięki któremu naumiałm się liczyć wyłącznie na siebie. Ale co tam... O ile na świecie byłoby mniej problemów, gdyby nie problemy z facetami... O innych może innym razem.
Ps. Pod obrazkiem Grzegorz Turnau, a poniżej kawałek z minionej Sesji RM
Młody (jak twierdzi) zjarany słońcem, zatęsknił za normalnym, domowym jedzeniem, choć po tygodniu zbytnio narzekań w telefonie nie słychać. Ma sprawdzić PKS-y, bo zapowiedź strajku kolei, nie wróży spokojnego powrotu.
Szkolne zakupy zrobione. Kogoś porządnie popiętroliło, żeby za komplet książek do gimnazjum (częściowo używanych) trzeba było wydać ponad 1/3 pensji. Ale wydałam. Kasę wydałam, organizacyjnie stanęłam na głowie, żeby wakacyjny czas małego rozruszał (ciągle z wątpliwym skutkiem) i spotkałam się z prawie wszystkimi poumawianymi na czas urlopu, kanceleria porad prawnych, i innych okresowo też była czynna...
A dzisiaj... Czerwone nie pomaga. Nawet jego spora ilość. Nadal słychać sssyczenie. Nadal, a nie powinnam go już słyszeć. Nie dzisiaj i nie po tej ilości czerwonego. Nic już nie powinnam słyszeć. A jednak wyraźnie je słyszę. Kto umie udawać szczerość, to i całą resztę. - dr House
A co doktorze Gregory jeśli nie umie, nie umie udawać, nie umie udawać szczerości? Albo, co gorsza, jeśli udawanie prawie opanował do perfekcji?
Mały na liście przyjętych jest, ale szkoła listy nie wywiesiła. Po ponad trzech tygodniach od zoboawiązującej ją do tego daty i moim telefonie, wytłumaczyła się ochroną danych osobowych. Sraliz mazgalis...
Mama zamieniła mieszkanie. Tracąc przy tym resztki instynktu samozachowawczego w przyzwalaniu bratu na coraz swobodniejsze korzystanie ze wspólnego (czyli nie swojego), tym samym narażając się na urzędnicze czynności za wyczyny brata. Brat wydaje się być najbardziej zadowolony w tym układzie. Ostudziłam ją zimnym prysznicem. Pomógł mi w tym urzędniczy papierek, o zamiarze podjecia urzędniczych czynności. Na pracę nad zwichrowanym ego brata nie mam siły. Czasu i nerwów też mi szkoda. Niech się dzieje wola nieba...
Od tygodnia urlopuję się robiąc nic lub coś tam w domu. Dotychczasowa pogoda w tym pomaga. Grzmi i rzuca żabami – tutaj, bo w Kołobrzegu pogoda nawet jest przyzwoita. Tym razem młody na swój urlop wyruszył tam ze znajomimi. Kwaterę młodzieży zabukowałam. Cena po (mojej) znajomości przyzwoita, a i gospodyni będzie ich miała na uwadze. Jest 1.10. Zaraz powinni mieć pociąg. Zadzwonię za jakiś kwadrans. Pilotem przeleciałam kilkadziesiąt kanałów – nuda. Z lampką czerwonego siedzę przy kompie. Łażę po necie, sprawdzam pocztę, odpisuję na maile. Przecież nikt nie obiecywał, że będzie łatwo... Coś z poczty: Czy wiesz, że... śpiąc z drugą osobą w jednym łóżku, obnizasz sobie czasowo iloraz inteligencji? Narodowy test inteligencji. Jakie masz IQ. Sprawdź! O cholera... aż strach sprawdzać :) Ostatecznie... kilka ostatnich lat powinno nadrobić ubytki po tamtych kilkunastu, ale nie koniecznie mam ochotę o tym samą siebie przekonywać. Wychodzę z fajką na balkon. Jest ciepło, cicho i jest pełnia. Sms od młodego potwierdził, że jedyna na dobę TLK-a wtoczyła się pełna, opóźniona i na inny peron, niż miała, ale są w drodze. A jednak im zazdroszczę ;) ...
Nigdy nie przyjdzie dojrzałość,
zawsze będzie - nie to i - za mało,
gorzko, nie w porę, na próżno.
Nie pochyli się nikt, nie naprawi
i dalej będą krwawić
serca i róże. /K. Iłłakowiczówna/
Złudzenie i rzeczywistość
Obiecywało serce, że pęknie.
Nie pękło.
Groziło życie, że zwiędnie,
- nie zwiędło.
Gdzież to się wszystko podziało
i czy było prawdziwe ?
W poezji skamieniało,
jest żywe. /K. Iłłakowiczówna/